Kwiecień
2009 . Wtorek po świętach Wielkiej Nocy. Zdrowa , śliczna
dziewczyna z ogromną pasją. Jazda konna i zawody jeździeckie to
jej życie.
No
właśnie , kolejne zawody i badania przed nimi- zwykła rutyna,
formalność. Pobrana krew do analizy nie daje wyniku jakiego się
wszyscy spodziewali , coś jest nie tak.
Karolina
Bierć- Górna zostaje przyjęta do Kliniki Onkologii i Hematologii
Dziecięcej. Ma nadzieję , że to tylko na chwilę , parę dni
dosłownie. Okazuje się, że właśnie zaczął się Jej koszmar.
Rozpoznano anemię aplastyczną – chorobę , która niszczy własny
szpik. Podjęto leczenie immunospupresyjne , które nie przyniosło
oczekiwanego rezultatu .Jedynym ratunkiem jest przeszczep szpiku
kostnego. Zaczynają się poszukiwania dawcy. Jak się okazuje nie
jest to łatwe zadanie.
Ale
w końcu jest ! Udało się !
Na
marzec wyznaczono termin przeszczepu. Karolina liczy dni …. Na
początku marca ma odbyć się przeszczep, więc za 100 dni ( bo taki
czas jest potrzebny , by pacjent był w miarę bezpieczny i mógł
zacząć wracać do normalnego życia)… , 100 dni minie gdzieś
latem , będą wakacje.
Karolina
jest szczęśliwa , jedzie pełna nadziei do ośrodka przeszczepowego
w Poznaniu . Tam po kilku dniach się dowiaduje , że dawca zmienił
termin , że ktoś , kto pasował do niej genetycznie przesunął
dzień w którym Karolcia urodzi się na nowo.
Tego
co przeżyła Karolina z siostrą i mamą nie da się opisać
słowami, trzeba było widzieć tę rozpacz by choć po części
zrozumieć co czuje taki pacjent i jego najbliżsi.
Zbliżał
się dzień nowego terminu i … kolejne niepowodzenie, tym razem
przyczyną jest kondycja Karolci .Rozpoznano infekcję grzybiczą we
krwi , co ją dyskwalifikuje z wykonania transplantacji szpiku.
Zaczyna się walka z czasem.
Boże
ile to będzie trwało ? – Mama Karoliny modli się co dzień o to
by ktoś do niej zajrzał i powiedział : jest w porządku !
Nadszedł
wyczekiwany dzień . To już dzisiaj … 6 kwietnia 2010 Karolinka
dostanie nowy szpik. Radości jaką czuła nie da się opisać ,
wydawało się , że świat leży u Jej stóp.
Wieczorem
rozpoczęto transplantację, w trakcie , której zaobserwowano
niepożądane objawy. Karolcia zaczęła skarżyć się na silny ból
głowy, w krótkim czasie dołączyły się wymioty , ucisk w klatce
piersiowej .Parametry życiowe obserwowane na monitorze takie jak
tętno i ciśnienie po prostu „oszalały” , ciśnienie wzrosło
do 190/100 mmHg, zaś tętno spadło do 28 uderzeń na minutę.
Dziewczyna była przerażona , paniki w Jej oczach, mama nie zapomni
do końca życia, kiedy jej dziecko z przerażeniem pytało czy
umiera , krzyczało , że się dusi. Są to wspomnienia , których
raczej nie da się wymazać z pamięci.
Wezwany
anestezjolog opanował sytuację po ….. po trzech , niezmiernie
długich godzinach , które mama Karolci spędziła pod drzwiami sali
, z której ją wyproszono. Były to chyba najdłuższe godziny w jej
życiu . Otoczona opieką pielęgniarek, prosiła Boga by jej córka
przeżyła…..
Tej
nocy przeszczepu nie dokończono. Pozostało pytanie - co dalej ?
Kolejnego dnia podjęto ponowną próbę podania szpiku , która
znowu została przerwana z powodu niewyrównanego ciśnienia .
Trzeciego dnia udało się w końcu dokończyć transplantację.
W
literaturze nie odnotowano , tak dużych powikłań podczas
transplantacji. Nie wróżyło to niczego dobrego. Mama Karoliny
otrzymała do podpisania dokumenty , uruchamiające procedurę
poszukiwania nowego dawcy .
I
zaczyna się nowa walka , w której toczą się dwie bitwy .Jedna o
to czy szpik się przyjmie , a druga o to czy znajdzie się drugi
dawca. W obu jest tylko jedna wygrana – życie Karoliny.
W
dziesiątej dobie Karolina zaskoczyła wszystkich , we krwi pojawiły
się pierwsze leukocyty. Radość w klinice , nie trwała jednak
długo – bo do organizmu Karolci wkradły się wirusy CMV, EBV,
infekcje , które osłabiły pracę szpiku. Leki zabijały wirusy ,
ale one wracały jak bumerang. Po ok. 3 miesiącach padła decyzja ,
że szpik się nie przyjął , i potrzebna jest druga
transplantacja.
Na
21 lipca 2010 wyznaczono datę przeszczepu .
I
znowu strach , jak tym razem Karolina to przejdzie? Czy tym razem się
uda ? Czy to co przeżywa od tylu miesięcy się kiedyś skończy ?
Ważną
informacją jest tez to , że przed jednym jak i drugim przeszczepem
Karolcia otrzymała chemioterapię , potężne dawki cytostatyków ,
które miały zniszczyć jej własny szpik.
Przeszczep
lipcowy odbył się bez powikłań , wydawało się , że wszystko
jest jak w najlepszym porządku , ale po kilku dniach …. . No
właśnie , po kilku dniach badania wykazały , że pojawiły się
kolejne problemy.
Wirusy
CMV , BKV, EBV zaatakowały z podwójną siłą , powodując zmiany w
móżdżku , objawiające się wymiotami , zaburzeniami widzenia i
koncentracji , prawostronnym niedowładem . Brzmi to jak suchy opis
przypadku , ale tak naprawdę , to trzeba to było widzieć …
17-letnia dziewczyna , uprawiające jeździectwo konne nie była w
stanie samodzielnie egzystować , wymagała pomocy mamy w
najdrobniejszych czynnościach. Tuląc się do mamy płakała , że
jest niepełnosprawna , traciła nadzieję , że kiedykolwiek wróci
do normalności.
Personel
w Klinice był cudowny , opiekuńczy , wspierał Karolinę ale nie
był w stanie zastąpić mamy , która musiała pracować , a co z
tym się wiązało , co jakiś czas wyjeżdżać do Białegostoku ,
klika dni pracowała a potem wracała do swojego dziecka. Te dni bez
mamy były straszne , nikt tak jak ona nie umiał się Nią zająć ,
nikt tak jak ona nie rozumiał Jej potrzeb.
Żeby
zniwelować zmianę naciekową w móżdżku , trzeba było wszczepić
dren – połączony z portem , dzięki któremu można było podać
leki wprost do zmiany powstałej w mózgu. Wiązało się to z
wkłuciem igły i wstrzyknięciu odpowiedniego preparatu.
Karolina
w poznańskiej klinice spędziła 8 miesięcy . Długich 8 miesięcy
odizolowana od świata. Jej światem przez te miesiące były cztery
ściany , z czego jedna przeszklona .Kolejny dzień był podobny do
poprzedniego, ci sami ludzie , te same procedury medyczne , jednakowe
czynności powtarzane codziennie. Można by pomyśleć , że Karolina
się załamała , że zatraciła swoją radość życia. Ale tak
pomyśleć może ktoś , kto Jej nie zna ……. . Karola ma
olbrzymią wolę życia i chyba nic nie jest w stanie tego zmienić .
Pewnie .. jak każdy z nas miewała gorsze dni ….ale zaraz po tym
uśmiech wracał na Jej śliczną buzię i często to Ona
podtrzymywała mamę na duchu, mówiąc , że wszystko będzie dobrze
, że jeszcze troszkę i znowu zaczną żyć jak kiedyś .
Teraz
kiedy Karolina jest już w Białymstoku , często wraca do niej
obraz z Poznania , kiedy czuła się bardzo źle , nie była w
stanie nawet sama przewrócić się w łóżku , o pójściu
samodzielnie do toalety nawet nie marzyła , siedzenie sprawiało
olbrzymią trudność a torsje co chwila wstrząsały jej ciałem a
mama musiała pojechać do pracy . Karolcia była przerażona , było
to dla niej traumatyczne przeżycie , powiązane z olbrzymim strachem
, że mama wyjeżdża a ona tu zostaje … ona – taka roślinka.
Po
powrocie do białostockiej kliniki , gdzie Karolcia kontynuuje
leczenie , wydawało się Jej , że szpital w rodzinnym mieście jest
Jej domem , że już jest szczęśliwa bo jest u siebie .
Świat
nastolatki stanął do góry nogami , wszystko się zmieniło ,
rzeczy które teraz cieszą , przed chorobą nigdy nie przyciągnęłyby
Jej uwagi. Problemy się przewartościowały , coś co kiedyś było
niezmiernie ważne , teraz wydaje się być błahostką .
Teraz
Karolina kontynuuje leczenie w Klinice Onkologii i Hematologii
Dziecięcej w Białymstoku.
Ma
nadzieję , że już nic złego Ją nie spotka , że trzeba tylko
uzbroić się w cierpliwość , stosować się do zaleceń lekarskich
i czekać na dzień , kiedy znowu będzie mogła usiąść w siodle
.
Jeszcze
to marzenie wydaje się bardzo odległe , ponieważ nie do końca
wróciło wszystko do normy. Zachwiania równowagi , nieostre
widzenie , szybkie męczenie się powodują , że Karolina najlepiej
czuje się w towarzystwie mamy lub siostry , które się wspaniale
Nią opiekują . Karolci potrzebny jest czas…. Ale nie tylko.
Potrzebna zapewne będzie długa rehabilitacja , dieta,
hospitalizacji co jakiś czas … a to wymaga sporych nakładów
finansowych . Mama Karolci … zaraz .. jak to ona powiedziała ….
Już wiem … powiedziała , że ostatnią koszulę z pleców
ściągnie a zapewni córce wszystko co będzie potrzebne , by znowu
Jej dziecko cieszyło się życiem i zdobywało medale.